Po co czytać dziś Homera?

Dręczy mnie jedno pytanie: czy warto dziś czytać Homera? Wydało mi się ono na tyle ważkie, że nie widziałem innego rozwiązania, jak odpowiedzią na nie rozpocząć serię swoich starożytniczych artykułów. Warto – mógłbym powiedzieć i tak skończyć, za jedyny argument podając starożytność dzieła, jednak nie jest to dostateczny argument – ani dla mnie, ani pewnie dla żadnego z czytelników. Zastanówmy się więc, co sprawia, że Homera warto dziś czytać?

W „Iliadzie” i „Odysei” – dwóch najważniejszych dziełach przypisywanych Homerowi, choć w starożytności lista ta była obszerniejsza – nie można się doszukiwać ani prawdy historycznej, ani wielu wzorców moralnych, ani nawet spójnego odzwierciedlenia jakichś realiów. Niektórzy odmawialiby im nawet walorów rozrywkowych, bo przecież przeczytanie obu eposów wymaga przebrnięcia przez łącznie czterdzieści osiem ksiąg napisanych niełatwą, archaiczną greczyzną (problem ten odpada przy czytaniu przekładów). Zatem najprościej chyba uciec od Homera – szybciej niż od „Pana Tadeusza” – i raczyć się słodką nieświadomością, która ponoć nie boli. A jednak coś takiego jest w „Iliadzie” i „Odysei”, co przykuwa do nich uwagę, chociaż historia w nich opisana ma trzy tysiące lat.

Pojawienie się eposów homerowych w kulturze europejskiej nazywa się cudem greckim. Miano to odnosi się do tej niebywałej właściwości „Iliady” i „Odysei”, że jako najstarsze dzieła literackie Hellady poprzedza je kilkaset lat kompletnego milczenia (tzw. wieków ciemnych) i natychmiast są majstersztykami. Wielu uważało, że tak naprawdę powstanie eposów poprzedza długa tradycja ustna, w trakcie której stopniowo nabierały swojego ostatecznego kształtu, poza tym sam Homer był niepiśmienny, a i tak dzisiejszy „ostateczny” kształt usiany jest interpolacjami (wtrętami) od późniejszych autorów czy ambitnych kopistów. Obecnie nauka patrzy jednak na Homera inaczej. Prof. Adam Ziółkowski, na wykłady do którego miałem nie tyle możliwość, ile studencki obowiązek chodzić, będący światowym autorytetem w dziedzinie historii starożytnej, otwarcie wnosił, że „Iliadę” i „Odyseję” można było stworzyć wyłącznie na piśmie. Co więcej, okazuje się, że daty powstania dzieł – wieki IX-VIII p.n.e. dla „Iliady” oraz VIII p.n.e. dla „Odysei” – które wpaja się nam w szkole, są wiedzą zupełnie przeterminowaną! Eposy homerowe są nieco młodsze, a za górną granicę niektórzy uważają nawet rok 640 p.n.e.

To rzuca zupełnie inne światło na charakter dzieł. Nagle okazuje się, że wcale nie są one wyłącznie zabytkami najstarszych dziejów literatury greckiej (i europejskiej zarazem), ale przede wszystkim dziełami powstałymi na fali fascynacji czasami mykeńskimi, tj. właśnie tymi, w których odbywa się akcja obu poematów. W VII w. p.n.e., kiedy miały powstać eposy, świat wyglądał już zupełnie inaczej. Kilkaset lat wspomnianych wieków ciemnych, zapoczątkowanych najazdami Dorów na tereny Grecji i zaprzepaszczeniem dotychczasowej kultury, stworzyło wyraźną granicę między światem siódmego wieku, a czasami świetności Achajów. Na ziemiach Hellady pozostały widoczne zabytki architektoniczne z dawnych czasów, które pobudzały wyobraźnię Greków i dawały im obraz potęgi minionej kultury. Pojawiła się najnormalniejsza w świecie moda na Achajów. Do imiennika wróciły starodawne, chwalebne imiona (o czym świadczyć może np. czara Nestora) – podobnie jak przed dwudziestoma laty zaroiło się od Sebastianów – a ówcześni możni Grecy śmiało wywodzili swoje rody od bohaterów spod Troi, a wobec tego i od samych bogów. Starożytność mykeńska była „poczytnym” tematem, który podchwycił Homer (lub jakkolwiek się zwał autor eposów), tworząc dzieła, które miałyby ilustrować to, jak współcześni mu wyobrażali sobie owe pół-mityczne czasy. I to te stare, lepsze czasy…

Brzmi znajomo? Ile razy słyszeliśmy, że kiedyś to były czasy, że dzisiejsza młodzież zepsuta, że wszystko chyli się ku upadkowi, że dawniej było lepiej? Jak się okazuje, jest to frazes równie stary, co nasza literatura. Każdy z walczących pod Troją to mąż o wielkiej areté (pojęcie to oznacza niełatwą do uchwycenia w języku polskim cnotę – męstwo, przysługujące wysoko urodzonym), każdy piękny i wspaniały, znakomity i męski. Takich już nie ma. Nawet herold, Stentor, obwieszczał głosem tak doniosłym, że równał się pięćdziesięciu mężczyznom. Są teraz tacy? Nie ma! Hen, dawno temu, były takie czasy, że bogowie łączyli się z ludźmi, walczyli na jednym polu, uprawiali razem miłość. Teraz już się nie łączą. Było tak pięknie, ale to się skończyło. Dziś nie ma ani Achillesa, którego areté zniewala wszystkich dookoła, ani Odyseusza, który umie jako jedyny napiąć łuk, ani Nestora, który jako jedyny potrafi unieść ogromny krater. Wszystko jest lichsze, mniejsze, słabsze. Homer celowo więc czerpie z tradycji aojdów – achajskich śpiewaków-bajarzy – aby przywołać klimat tamtych, lepszych czasów. Technika formułkowa, tj. powtarzanie utartych zwrotów („A kiedy wszyscy najedli się i napili” na koniec uczty, albo „Skoro zajaśniała z mgieł zrodzona różanopalca Jutrzenka” na określenie świtu) oraz epitetów („Pan, co ziemią wstrząsa”, tj. Posejdon, albo „prędkonogi Achilles”), charakterystyczna dla poezji ustnej, ma stworzyć wrażenie, że rzeczywiście słuchamy starodawnej pieśni. Homer dobrze wie, że w tamtych czasach używano brązu jako podstawowego metalu, toteż bohaterowie walczą brązowymi mieczami – jednocześnie nie przeszkadza mu to wkładać w dłonie pracujących na polu narzędzia żelazne. Ta niekonsekwencja tylko podkreśla wyjątkowość i starodawność, wręcz świętość walczących. Temu świetnemu światu towarzyszy jednak widmo – widmo jej kresu, który ma miejsce wraz z upadkiem murów Troi. Pod Ilionem już nie zgromadzi się nigdy tylu wspaniałych mężów, a odyseuszowa podróż powrotna stamtąd jest ostatnią, która umożliwia lawirowanie między światem rzeczywistym a cudownym. Któż nie uroni łzy, gdy z rąk Achillesa padnie Hektor, któremu – choć Trojańczyk, wróg – nie brakuje areté? Któż nie zwiesi smutno głowy słysząc, jak wyzuci z cnót zalotnicy Penelopy grabią dom pięknego Odyseusza? Dziś już nie ma takich bohaterów – ale kiedyś, kiedyś…

Homer jednak nie stara się stworzyć rekonstrukcji czasów mykeńskich. Jakkolwiek bliżej ich był niż my – wiedział o nich pewnie mniej, niż dziś wiemy. Mógł jedynie tworzyć wrażenie, starać się oddać klimat i tworzyć dzieło, które byłoby zrozumiałe dla współczesnych mu Greków. Przecież żadne dzieło nie zyska tak ogromnej popularności, jaką osiągnęły eposy homerowe, jeśli nie będzie zrozumiałe dla czytelnika! Stąd poematy nasycone są odniesieniami do świata VII w. p.n.e. – świata polis, świata interesów, świata epoki żelaza. Działa to na bardzo podobnej zasadzie, jak sienkiewiczowscy „Krzyżacy” – realia poniekąd średniowieczne, tu i ówdzie mamy autentyczne postaci historyczne, a jednak narracja toczy się językiem XIX w., dialogi zaś są stosownie zarchaizowane. Gdy Sienkiewicz zdecydował się napisać swoją powieść językiem średniowiecza, to byłoby to dzieło bardzo niszowe. Nawet poddana silnej archaizacji „Stara Baśń” Kraszewskiego stara się raczej stworzyć wrażenie starodawności, niż być faktycznie przedchrześcijańska. Przecież i dziś jeśli chcemy odwołać się do realiów staropolskich, koniecznie używamy słów „zawżdy” czy „niewiasta” i przesadzamy z epitetami – to wystarczy. Realiów „Iliady” i „Odysei” nie da się więc jednoznacznie określić – jest to miks epoki brązu, wieków ciemnych i czasów współczesnych autorowi; liczy się archaiczne zabarwienie.

Pozostało więc faktycznie odpowiedzieć na pytanie – czy warto dzisiaj czytać Homera? Myślę, że tak. Dzięki eposom homerowym możemy zajrzeć w umysły ludzi, którzy tworzyli kulturę w nowym, pomykeńskim wymiarze. Możemy dowiedzieć się, za czym tęsknili, co uważali za piękne i wzorcowe oraz skonfrontować to z naszymi tęsknotami. Możemy zobaczyć jak sami postrzegali przeszłość – odległą przecież od nich jak my od czasów „Bogurodzicy”. Nie sposób przypomnieć, że przecież „Iliada” i „Odyseja” stanowią punkt wyjścia do całej masy nawiązań w późniejszej literaturze, nie tylko starożytnej. Poza tym poematy homerowe uświadamiają, że zapatrzenie w stare, lepsze czasy to nie tylko wymysł zepsutej współczesności. Przez te prawie trzy tysiące lat zawsze współczesność była właśnie tym wiekiem zupełnej degradacji, po której może nastąpić tylko katastrofa, zawsze przeszłość była lepsza. Może więc nie warto popadać w nadmierny defetyzm również dzisiaj?

Sebastian Baranowski

Jednocześnie zachęcamy zajrzeć na Światowe Czytanie Iliady, które odbędzie się w 22.03 o 10:00 pod pomnikiem Mikołaja Kopernika na Krakowskim Przedmieściu, w wykonaniu studentów Instytutu Filologii Klasycznej UW. Będzie to również okazja usłyszeć ustępy 24-ej księgi homerowego poematu w oryginale!