Nie bądź ślepo oddany tradycji”, czyli Polonez Równości w warszawskim liceum

Polonez Równości to wspólna akcja Miłość Nie Wyklucza, Parady Równości oraz Ben and Jerry’s, w ramach której uczniowie I SLO Bednarska zatańczyli na swojej studniówce dodatkowy taniec z udziałem par wyłącznie jednopłciowych. Czy to oznaka świeżości i poważnych zmian, które zajdą w społeczeństwie? Jak o oskarżeniach, że jest to „marsz ku śmierci”, myślą uczniowie, którzy wzięli udział w Polonezie Równości? O tym rozmawiamy z Ewą Wojciechowską, Agatą Sacharuk, Katarzyną Szczepańską, Kajetanem Chlipalskim i Michałem Kiwerskim. 

Jan Brożek: Jak nazwalibyście tę akcję? Czy jest to raczej manifest, rodzaj symbolicznego gestu, czy coś co powinno po prostu nastąpić i to aż wstyd, że stało się dopiero w 2019 roku?

Ewa Wojciechowska: Akt solidarności.

Kajetan Chlipalski: W naszej szkole od bardzo długiego czasu, przynajmniej w gimnazjum [Gimnazjum Raszyńska – red.], było tak, że jednopłciowe pary mogły tańczyć i to była norma, nikomu to nie przeszkadzało. Raczej mam poczucie, że to wydarzenie z liceum miało wymiar symboliczny. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że jesteśmy bardzo uprzywilejowanym środowiskiem, bo jesteśmy z Warszawy. Gej z Bednarskiej jest nadal bardziej uprzywilejowany niż gej z jakiejś miejscowości w województwie małopolskim.  Wydaje mi się, że symbolika tego poloneza ma nie odnosić się tylko do ludzi z Warszawy, ale jej celem ma być stworzenie wydarzenia symbolicznie bardziej konsolidującego. My jesteśmy środowiskiem, dla którego nie jest niczym nienormalnym, że dwie dziewczyny czy dwóch facetów się kocha, ale raczej dla środowiska niewarszawskiego nie jest to norma. Bardzo chciałem, żeby to wyszło poza nasze środowisko. Jako ktoś wspierający osoby LGBTQ+ chcę się z nimi solidaryzować, ale moim celem jest również tworzenie społeczeństwa i przygotowanie osób heteronormatywnych do tego, że to może być normą.

Michał Kiwerski: Ja mam do tego wydarzenia takie podejście, że ma ono wymiar symboliczny. Głównym powodem jest wstyd, że tego jeszcze nikt nie zrobił, że nadal trzeba walczyć o możliwość tańczenia w parach jednopłciowych i mam na myśli raczej inne szkoły. Sam zadałem sobie pytanie, dlaczego w ogóle poszedłem na tego poloneza i pomyślałem, że robię to dla 12-letniego siebie, który odkrywał w sobie biseksualność i cholernie potrzebował właśnie takiego głosu – „Hej, nic nie jest złego w tym, że chcesz zatańczyć z chłopakiem. Nie ma w tym absolutnie nic złego”. I jasne, że powinniśmy wprowadzić wielkie zmiany społeczne na polu akceptacji LGBTQ+. Jest to niezwykle ważna walka, ale nie można zapominać o tym, że nadal do tych 12-letnich chłopców i 12-letnich dziewczynek trzeba się odezwać i powiedzieć im bezpośrednio – „Wszystko jest ok, nie ma nic złego w tym, kim jesteś”. W mojej ocenie Polonez Równości jak najbardziej to właśnie robi. Celem tego filmu jest wsparcie ludzi, którzy czują się samotnie w związku ze swoją seksualnością i dotarcie do nich. Bardzo mało jest akcji wspierających ludzi z myślami samobójczymi, a już tym bardziej osób LGBTQ+ i dlatego sądzę, że ta akcja jest tak ważna. Próba przekonania tych nieprzekonanych jest cholernie ważna i to oni są przyczyną tego, że 70% nastolatków ze społeczności LGBTQ+ ma myśli samobójcze. Oczywiście, że jest to ważne, ale mamy dane faktyczne, mamy takie statystyki, a nie inne i coś z tym trzeba zrobić. Polonez Równości to robi.

Agata Sacharuk: Mi się też wydaje, że to był sposób na pokazanie, że można jakoś inaczej, ale też zachęcenie do rozmowy na ten temat. Dla mnie to było okazanie wsparcia osobom, które nie mogły nigdy tego zrobić. Próba otwarcia innych ludzi na tego typu sytuacje.

Katarzyna Szczepańska: Dla nas wszystkich to jest normalne, że jest polonez jednopłciowy i nikt się o zdanie nikogo nie pyta, czy może, czy nie. Po prostu to robi. Chcieliśmy pokazać, że skoro my tak możemy, to dlaczego nie inni.

J.B.: Czy w takim razie jest to wsparcie czy budowanie podstawy pod dyskusję? Czy może obie te rzeczy?

K.Sz.: Ja myślę, że to jest to i to. Chodzi o to, żeby z jednej strony wesprzeć osoby, które nie za bardzo mogą się przyznać do tego kim są. Usłyszeliśmy dużo głosów, że dało im to wsparcie i poczucie, że może coś się w końcu zmieni. Z drugiej strony prowadzi to do dyskusji z osobami, które niekoniecznie się z tym zgadzają. Każda akcja ma swoich zwolenników i ludzie, którzy ją popierają zobaczą film i powiedzą – „O, super, kolejna fajna rzecz”. Było też dużo osób, które powiedziały, że coś się w nich zmieniło, że jednak to nie jest tak, że przeszli obok tego obojętnie.

A.S.: Wydaje mi się, że daleka droga jest jeszcze przed nami, ale tego typu akcje są małym kroczkiem do celu.

E.W.: Jestem w stanie wskazać co najmniej pięć osób, które były „ani za, ani przeciw”, a po obejrzeniu tego klipu faktycznie skłaniają się w stronę „za”.

J.B.: Nie żałujecie, ale czy jest coś, co byście zmienili? Czy jest coś, czego nie przewidzieliście?

K.Sz.: Mało kto podkreśla, jak w porządku się oni [MNW, Parada Równości i Ben and Jerry’s – red.] zachowywali. Powiedzieli, że skoro nie dostali praw autorskich do Kilara, to prędzej go nie nagrają, niż popsują nam poloneza. Bardzo dużo jest hejtu mówiącego, że oni nas do tego przymusili, ale to było bardzo partnerskie.

A.S: Ja bym nawet powiedziała, że w pewnym momencie to my byliśmy ich szefami…

K.Sz.: …to była po prostu nasza studniówka.

A.S.: A oni się do niej przyłączyli.

J.B.: No właśnie, „oni”. Mówiliście o tym pewnie już nieraz, ale wyjaśnijmy wszystkim. Jak doszło do zorganizowania poloneza? Skąd ten pomysł?

A.S.: Robiliśmy w grudniu Ekipę Świętego Mikołaja w szkole, przyszli jacyś ludzie i zamknęli się w gabinecie z panią dyrektor. Po jakimś czasie pani dyrektor wyszła i powiedziała – „Słuchajcie, tutaj przyszli ludzie, oni maja do was sprawę”. Ci ludzie pokazali nam prezentację, która tłumaczyła czym jest Miłość Nie Wyklucza i Ben and Jerry’s i pokazali tęczę, którą się zajmowali [instalacja z wody i światła, która wróciła na plac Zbawiciela z okazji Tygodnia Równości – red.]. Powiedzieliśmy, że już mamy próby do swojego poloneza, ale bardzo chętnie to ogłosimy na naszej grupie rocznikowej i zobaczymy jaki będzie odzew. Oczywiście odzew ze strony ludzi był bardzo pozytywny, aczkolwiek nie wszyscy chcieli być nagrywani albo nie wszyscy chcieli brać w tym udział, co też było ok.

K.Sz.: Dużo osób miało na początku poczucie, że jeśli wszyscy to wszyscy i dlatego pojawił z ich strony sprzeciw. Zostało jednak jasno powiedziane, że kto chce, ten chce, może nawet zatańczyć 8 osób, jeśli tyle będzie chciało. Ostatecznie zebrało się ich naprawdę dużo.

J.B.: O tym, że hejt w Internecie był i jest powszechnie wiadomo. Ciągle mówicie o tym jakie były miłe reakcje z waszego otoczenia, ale czy były również jakieś mniej miłe? 

E.W.: Mam wujka, który mi powiedział, że to co zrobiliśmy jest obrzydliwe, że „hańba rodzinie”. To są jednak reakcje, których się spodziewałam. 

A.S.: Te mniej miłe reakcje są często nieprawdziwe. Moja koleżanka była ostatnio na imprezie na Gocławiu i dużo osób do niej podchodziło i pytało – „A, to ty tańczyłaś z tymi lesbami?” [śmiech] Więc to są reakcje bezmyślne i dlatego mówię że nieprawdziwe, bo właśnie nieprzemyślane i niewynikające w ogóle z czegokolwiek.

E.W.: To wygląda tak, że ktoś widzi, że to ma coś wspólnego z LGBTQ+ i od razu jest reakcja – „BUM, złe”.

A.S.: I dlatego myślę, że mało kiedy one wynikają serio z jakiejś niechęci, tak ze środka, z jakichś faktycznych emocji. Są po prostu automatyczną reakcją na to „zło”.

M.K.: Szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego to robię, ale mam dziwne podejście. Nie jest tak, że ja hejtu unikam. Nie, nie. Wchodzę na te artykuły Radia Maryja czy Telewizji Republika – tam są takie najlepsze ciasteczka. Trochę podobną rzecz robię z moją rodziną, bo jej część ma mocno sceptyczne podejście, a ja troszkę tak gotuję, gotuję, gotuję, gotuję. Jasne, że reakcje w rodzinie są różne, ale co można na to poradzić?

J.B.: Prowadzą one do jakiejś dyskusji, czy kończą się na inwektywach? Ewentualnie wypisują cię z rodziny, wzywają księdza, ale dalej pozostają zamknięci w swoim świecie?

M.K.: Nie, na szczęście nigdy mi się nie zdarzyło coś takiego, żeby bezpośrednio usłyszeć jakieś negatywne określenia, ale już na temat środowiska LGBTQ+ słyszałem takie rzeczy i wiem, że gdybym nie był częścią rodziny to na pewno również bym je usłyszał. I to mnie boli dosyć mocno. Może to wynikać ze strachu, który mam w sobie przed usłyszeniem czegoś takiego i przed generalnym nastawieniem społeczeństwa do tego, kim jestem. Może to być też prawda, że jedyne, co nas powstrzymuje przed użyciem takich naprawdę niefajnych określeń, które możemy rzucać do siebie, jest to, że jesteśmy rodziną.

J.B.: Powstaje Polonez Równości i idzie w świat. Nie tylko do małych miejscowości, ale nawet za wielką wodę. Staje się nośnym tematem, o tym piszą ludzie. Czy macie poczucie, że chociaż odrobinę zmieniliście postrzeganie społeczności LGBTQ+, ale też w ogóle tradycyjnych wartości i tego, że polonez ma być tylko dla osób heteronormatywnych? Czy macie wrażenie, że coś udało wam się zmienić?

A.S: Jestem pewna tego, że jest dużo osób ze społeczności LGBTQ+, które przekonały się, że jakaś zmiana może nastąpić. Dostaliśmy bardzo dużo wiadomości, że ludzie zaczęli mieć jakąkolwiek nadzieję na zmianę i być może ci ludzie się odważą, wyjdą na ulicę i złapią swojego partnera czy partnerkę za rękę.

K.Sz.: Słyszałam takie głosy, że w różnych szkołach w Warszawie moi koledzy chcieli zatańczyć z chłopakami i szkoła się na to nie zgodziła. Mam nadzieję, że po prostu szkołom będzie głupio, bo ktoś powie – „O, a w zeszłym roku był Polonez Równości”. Może to poprowadzi do jakiejś dyskusji. Nawet jeśli osoba prowadząca poloneza czy dyrekcja nadal nie zgadzałyby się na coś takiego, może po prostu ktoś się odważy i powie – „Sorry, ale ja tak chcę. Nie chcę być zmuszana do tańczenia z chłopakiem. Jeśli chcę tańczyć z dziewczyną, to dlaczego nie?”. 

Ewa: To może nie jest związane z filmem, ale dwa dni po jego wypuszczeniu Rafał Trzaskowski zgodził się na podpisanie karty LGBTQ+ w Warszawie i powstanie, m.in. hostelu dla ludzi w kryzysie.

J.B.: Myślicie że to może być pokłosie tej akcji? Czy to w jakiś sposób wpłynęło na prezydenta Warszawy?

K.Ch.: Sądzę, że mogło tak być. Byłby to polityczny dysonans, gdyby Trzaskowski wypowiedział się pozytywnie o tej akcji, a nie podpisał karty LGBTQ+.

A.S.: Ja myślę, że mógł też zauważyć potrzebę takich działań.

J.B.: Jeżeli mówimy o polonezie to mamy przed oczami Zosię i Pana Tadeusza. To jest taka nasza tradycja, a wy „wjeżdżacie w nią z buta”. Czy młodzi ludzie powinni właśnie tak reagować na współczesny świat? Narzucać swoje zdanie, żeby cokolwiek zmienić? Brać swoją przyszłość we własne ręce?

E.W.: My jesteśmy pokoleniem, które jest już urodzone w całkowicie nowych okolicznościach i innej rzeczywistości. Kompletnie innej niż rzeczywistość Pana Tadeusza czy naszych rodziców, czy dziadków. Każda nowa rzeczywistość jest podporządkowana wartościom poprzedniego pokolenia, a jednak my potrzebujemy zmian i zgodności pomiędzy rzeczywistością, a tym, czego chcemy i naszymi poglądami, więc musimy trochę „wjechać z buta” w poprzednie tradycje.

K.Ch.: Tradycja jest na pewno jakimś skończonym, całościowym systemem wartości i obyczajów. Mi się wydawało, że w sensie tego poloneza leżało, nie chcę powiedzieć sprowokowanie, ale raczej pokazanie, że nasza rzeczywistość już jest inna. Nie chcę również krytykować tradycji, bo ma ona w sobie bardzo dużą wartość. Chodzi raczej o to, żeby nie być zaślepionym tradycją, żeby nie być jej fanatykiem.

A.S: Mi się wydaje, że bardziej chcemy pokazać, że jak już mamy możliwość posiadania [przyszłości], jako ci, powiedzmy, uprzywilejowani z Warszawy, to chcemy dać przykład, że inni też mogą ją posiadać, że ta przyszłość należy do nich, a nie, że muszą o nią walczyć.

K.Ch.: Czym innym jest zalecenie – „Weźcie przyszłość we własne ręce” – to jest bullshit, bo to my jesteśmy młodym pokoleniem, które kreuje przyszłość. Jeśli miałbym sformułować jakieś zalecenie, byłoby to raczej – „Nie bądź ślepo oddany tradycji i jakiejś formie, którą uważasz za normalną”. To jest zasadnicza różnica. Można powiedzieć, że dużo jest w polskiej tradycji rzeczy, które można by było określić jako pustą formę, a dla mnie ten symbol, jakim był polonez, na pewno nie był pusty. Chciałem, żeby ten rozgłos był większy [i wykroczył poza grupę osób przekonanych] i żeby nie „wjeżdżać z buta”. Ja raczej prezentuję swój świat, a nie pokazuję jak bym chciał, żeby on wyglądał. I znowu wracamy do tego, że ja znajduję się w hermetycznie zamkniętym środowisku Warszawy i jestem świadomy faktu, że poza Warszawą jest zupełnie inaczej.

M.K.: Każda większa zmiana, która nam w dzisiejszym świecie bardzo odpowiada – prawo głosu dla kobiet, zakazanie kary śmierci, zniesienie niewolnictwa – potrzebowała dużych zmian w tradycji i kulturze. Nie sądzę, że walka o prawa LGBTQ+ to jest tylko zaprezentowanie czyichś poglądów, to jest po prostu walka o prawa człowieka. Dlatego że każdy człowiek powinien mieć prawo do miłości, a obecnie w gigantycznej większości państw tego prawa nie ma. Dla mnie ta walka to nie jest walka o poglądy, a o podstawowe elementy życia ludzkiego, na które każdy zasługuje, a bardzo mało państw i narodów je zapewnia. Dlatego ja nawet przez sekundę nie czuję się źle, wykorzystując tradycję w inny sposób niż większość, bo kurczę, walczymy tutaj o prawa człowieka, a nie o poglądy 18-latków, którzy chcą sobie potańczyć po sali.

Jan Brożek